„A demokracji Jego nie będzie końca?!”

Świecki kult demokracji jest czymś od czego stronić powinien każdy chrześcijanin. Nota bene nie tylko chrześcijanin, a zwyczajnie każda wierząca osoba. Jednak z racji tego, że ponad 90% mieszkańców Polski to zadeklarowani katolicy należy zastanowić się głównie nad demokracją w odniesieniu właśnie do tego wyznania.

Jako przedstawiciel pierwszego pokolenia urodzonego po „upadku komuny” od pierwszych dni swojej edukacji karmiony byłem tzw. „frazesem demokratycznym”. Dzieje się tak rzecz jasna do dziś. Dla wyznawców tego kultu demokracja uosabia wszystko co dobre. Tutaj przypomina się pewna anegdota jak to w Parlamencie Europejskim (stolica „wiary demokratycznej”), na tamtejszej stołówce zachwyty na temat posiłków wyraża się mniej więcej w takich słowach skierowanych do współtowarzyszy: „bardzo demokratyczne te kotlety moi mili”. Kiedy na świecie dzieje się coś złego – cokolwiek, media głównego nurtu w Polsce prześcigają się w informowaniu nas o tym, że to głównie z uwagi na brak demokracji tak się właśnie dzieje.

Celem demokracji w moim odczuciu jest laicyzacja kolejnych państw. W Europie w większości, drobnymi kroczkami się to udaje. Ludzie którzy do tego dążą nie zdają sobie jednak sprawy z tego (zresztą nie posądzajmy tych ludzi o jakąkolwiek logikę czy umiejętność przewidywania skutków), że w sprawie wiary społeczeństwo nie znosi próżni. Stąd konsekwencją np. zdjęcia krzyża w jakimkolwiek publicznym miejscu w jakimkolwiek kraju będzie… powieszenie w tym samym miejscu półksiężyca. Dokonuje się to na naszych oczach w Szwecji, Wielkiej Brytanii czy Francji.

Demokracja pozbawia lubi wartości. Domniemać możemy, że właśnie między innymi takie cele mają misje demokratyzujące na przykład Bliski Wschód. Rzecz jasna nie jest to żadna wojna, a „a walka o pokój, po której nie zostanie kamień na kamieniu”. Demokratyzacja tych krajów ma oczywiście ogromne znaczenie polityczne, jest to jednak temat na inną dyskusję – dużo większą.

Nie o tym jednak. Znajdujemy się aktualnie w okresie świąt wielkanocnych, w czasie których wspominamy śmierć Jezusa. Demokraci natomiast zapewne świętują w tym okresie pierwszy wielki triumf obiektu ich kultu. Otóż Poncjusz Piłat mówiąc demokratycznym slangiem rozpisał referendum, w którym zapytał lud o to który z dwójki oskarżonych ma zostać ułaskawiony.

Jako że, demokratyczna większość ma zawsze rację (czyt. przewagę nad racją mniejszości) od dwóch tysiącleci wiosną wspominamy śmierć Jezusa i ułaskawienie Barabasza, nie odwrotnie. Gdyby w tamtych czasach istniały niezależne media głównego nurtu pewnie mówiono by o wielkim zwycięstwie demokracji, specjaliści prześcigaliby się w opiniach na temat demokratycznie wygranej wojnie z faszyzmem etc. etc.

Czy wobec powyższych faktów bycie demokratą wyklucza bycie osobą wierząca i vice versa? W mojej opinii zdecydowanie tak, wiara w świecki kult demokracji ociera się wręcz o herezję. ‚Wierząc’ w demokrację niejako przyjmujemy, że decyzje podejmowane w ten sposób są wiążące i nie podlegają dyskusji – zatem godzimy się z opinią jakoby Jezus zasłużył na śmierć.

Trochę z przymrużeniem oka możemy założyć, że gdyby Jezus zakładał istnienie demokracji nie mówilibyśmy dziś „przyjdź królestwo Twoje” tylko zapewne „przyjdź demokratyczne państwo prawa Twoje”. Prawdziwie wierząca osoba modli się nie tylko o przyjście królestwa bożego, ale i także o powrót króla na opustoszały tron Polski. Miejmy nadzieję, że na to jeszcze kiedyś zasłużymy.

Celowo nadużyłem słowa ‚demokracja’ i wszelkich jego odmian by pokazać, że niestety powoli się do tego przyzwyczajamy. Nie ma przecież dzisiaj programu telewizyjnego (dziennik, wiadomości itp.) w którym słowo ‚demokracja’ nie padnie minimum kilkukrotnie. Demokratyczne ma być wszystko, od wspomnianych kotletów po państwo. Jak mówi pewna mądrość z ulicznych murów „celem demokracji jest powszechna przeciętność” i.. niestety ale działania eurokratów z Warszawy czy też tych z Brukseli (dużo ważniejszych dla zwykłych polskich obywateli) zdecydowanie dowodzą prawdziwości tej tezy.

Przy okazji – demokratycznych świąt drodzy państwo! ;).

Michał Osajda

KORWiN Turek

komentarze 2

  1. co za brednie. ponoć Korwin głosi rozdzielenie kościoła od państwa. jako ortodoksyjny ateista sympatyzujący z poglądami JKM jestem znowu odpychany przez jego wyznawców. bardziej niebezpieczny od demokracji jest bezmózgi katotaliban. Autor szanując poglądy swojego Guru nawet nie powinien zabierać głosu w kategoriach wiary, a ten denny artykuł jest tego zaprzeczeniem.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *